Wywiady

Wywiad z Tadeuszem “Bosmanem” Krzyżanowskim

31-bosman-tadeusz-img@2x

Tadeusz „Bosman” Krzyżanowski – lider romski, zamieszkały w Bydgoszczy. Prezes Stowarzyszenia Romów w Bydgoszczy „Romano Dzipen”. Wiceprezes zarządu Spółdzielni Socjalnej „Razem możemy więcej”.

Ilu Romów mieszka w Bydgoszczy?
Tadeusz Krzyżanowski:
Około 400 osób.

Z jakich grup wywodzą się Romowie?
TK:
Większość z Romów mieszkających w Bydgoszczy to przedstawiciele grupy Polska Roma. Romowie Austriacy oraz Górscy stanowią nieliczną grupę.

Kiedy Romowie zamieszkali w Bydgoszczy?
TK:
Do połowy lat 60-tych XX wieku Bydgoszcz był tylko przystankiem podczas „cygańskich podróży”. Kiedy pojawiły się represje ze strony komunistycznych władz, kiedy nasz dotychczasowy tryb życia przestał być możliwy najczęściej Romowie zamieszkiwali tam, gdzie zostali zatrzymani przez Milicję. Moja rodzina Wajsów i Krzyżanowskich miała szczęście. Wybrała do mieszkania ciekawe miejsce w Bydgoszczy, dzielnica nazywa się Łęgnowo. Miejsce, w którym do dziś jest studnia wyglądająca jak bunkier, w której płynie źródlana woda, w pobliżu są łąki na których mój dziadek wypasał konie. Nie raz wspominamy o tych pięknych czasach kiedy mój dziadek żył i można było napić się kwaśnego mleka, które było schładzane właśnie w tej studni. Dom, w którym mieszkaliśmy zbudowali: mój pradziadek Tońko, dziadek Dado i jego bracia Dando oraz Bolek. Mój ojciec i jego rodzeństwo byli wtedy dziećmi i pomagali w budowie.

Opowiadałeś kiedyś o swojej prababce ….
TK:
Tak, bardzo często w mojej rodzinie wspomina się prababkę Mańkę, była filarem naszej rodziny, prawdziwa romska kobieta! Oczywiście to nie znaczy że pradziadek był gorszy:) Po prostu był spokojnym człowiekiem, a prababka Mańka była kobietą, która nie bała się mówić to co myśli. Mój ojciec opowiadał, że jadąc kiedyś na jarmark babcia ostrzegała swoich synów, aby nie trzymali portfeli w tylnej kieszeni bo zostaną okradzeni. Oczywiście oni na to, że nie uda się to nikomu. Po jakimś czasie kiedy chcieli płacić okazało się że nikt nie ma portfela. Oczywiście to prababka chciała pokazać synom jak się mylą.

Jak trafiłeś na plan filmu pt. „Papusza”?
TK:
Andrzej Grzymała Kazłowski był konsultantem w filmie „Papusza”. Zorganizował casting w Bydgoszczy, w którym brałem udział. Wtedy nie dostałem żadnej informacji. Po pewnym czasie okazało się jednak, że jest potrzebny aktor do obsadzenia roli ojczyma Papuszy. Ponownie pojechałem na casting, tym razem do Olsztyna. Tak bardzo chciałem zagrać w tym filmie, że powiedziałem Andrzejowi, że mogę zapłacić, aby znaleźć się na planie. Okazało się, że wybrali mnie.

Kogo zagrałeś w filmie?
TK:
Zagrałem ojczyma Papuszy. W rzeczywistości był on bratem mojego pradziadka, dlatego ta rola była dla mnie bardzo ważna.

Ja oceniasz pracę z panem Krauze?
TK:
Bardzo dobrze wspominam pracę z reżyserem. Bardzo mi się podobało to, że doskonale wiedział czego chce. Pomimo tego my również mieliśmy możliwość własnego wkładu do filmu, np. dialogi.

Niedawno odszedł Karol Parno Gierliński możesz coś o nim powiedzieć?
TK:
PARNO był człowiekiem jedynym w swoim rodzaju. Szanowałem go jak swojego dziadka, to coś znaczy! Na pewno był wybitnym rzeźbiarzem. Bardzo cenię również jego wiersze.

Pracujesz w szkole jako asystent edukacji dzieci romskich – co dla Ciebie jest najważniejsze w tej pracy?
TK:
Bardzo mi zależy, żeby nasze dzieci miały możliwość edukacji szeroko pojętej. Nie jest to proste, ponieważ rodzice muszą często wyjeżdżać za pracą. W związku z wyjazdami są duże napięcia w szkole, staram się je rozładowywać.

Jakie masz plany i życzenia na przyszłość. Co planujesz? Co sobie życzysz?
TK:
Naprawdę w mojej sytuacji nie można robić zbyt wielu planów. Pracuję dla mojego środowiska romskiego, a nie jest to łatwe środowisko. Tak wiele się zmienia na co dzień, że to co się planuje jednego dnia, całkiem inaczej wygląda następnego. Oczywiście to nie znaczy, że w ogóle nie mam planów. Moje marzenia to remont wozu cygańskiego i budowa domu.