Wywiady

Wywiad z Jerzym i Grażyną Horniak

Jesteście Państwo członkami zarządu …

Jerzy Horniak:

Stowarzyszenia Romów w Polkowicach. Ja jestem Prezesem, a moja żona Grażyna Sekretarzem.

Kiedy powstało Stowarzyszenie?

Grażyna Horniak:

12 lutego 2008 roku.

Ilu członków liczy Organizacja?

GH:

108 osób.

To są osoby tylko z Polkowic?

JH:

Nie oczywiście, że nie. Członkami naszej organizacji są również osoby z innych miast naszego województwa. W samych Polkowicach mieszka 13 rodzin romskich. Każda rodzina liczy 4-5 osób.

Proszę mi powiedzieć skąd Romowie przybyli do Polkowic po zakończeniu II wojny światowej?

JH:

Moi rodzice przybyli z Ukrainy, dokładnie z Drohobycza. Mój ojciec walczył w partyzantce radziecko – polskiej. Po zakończeniu działań wojennych dostał od Rosjan dwa wagony, którymi w roku 1947 przyjechał z kilkudziesięcioma innymi romskimi rodzinami na Dolny Śląsk, do Rudnej Gwizdanów. Z tej miejscowości rodziny porozjeżdżały się do innych miast województwa: Świebodzic, Legnicy, Lubina, Wrocławia, Oławy. W samych Polkowicach pozostało 7 rodzin.

Jak wyglądało życie Romów w Polkowicach w latach powojennych?

JH:

Po wojnie w Polkowicach żyli Niemcy, Polacy, Żydzi, Cyganie. Żydzi mieli w swoich rękach wszystkie sklepiki. Ja mam tylko dobre wspomnienia. Nigdy nie zdarzyło się, aby moim bliskim coś złego się stało. W związku z tym, że mój ojciec był kombatantem wojennym moja rodzina była szanowana. W miejscowości mieszkało niewiele osób, wszyscy się znali, jakoś się żyło. Sytuacja zmieniła się, kiedy odkryto miedź, kiedy zaczęły powstawać kopalnie. Do miasta przybywały setki, tysiące osób, z których większość mieszkała w hotelach robotniczych. Na początku było ciężko. Awantury, bójki, libacje w dzień i w nocy. Z czasem sytuacja zaczęło stawać się normalniejsza. Wiele z tych osób później zostało naszymi znajomymi, przyjaciółmi.

Czy kopalnia miała wpływ na życie Romów, czy Romowie pracowali, pracują na kopalniach KGHMu?

JH:

Oczywiście, wielu Romów pracowało w kopalniach. Na samym początku podczas budowy kopalń zginęło dwóch Romów. Mój bliski przyjaciel kilka lat temu miał wypadek w pracy, obecnie jest na emeryturze. Wielu młodych pracuje w KGHMie, nie tylko pod ziemią, ale również w różnych firmach współpracujących z kopalniami. Cieszę się, że jedna z takich osób – Rafał Siwak została bohaterem kampanii społecznej „Jedni z wielu”. Szkoda, że bannery są tylko w niektórych miastach Dolnego Śląska, bardzo byśmy chcieli aby można było je zobaczyć również w Polkowicach.

Korzystacie ze środków przyznawanych w ramach rządowego Program na Rzecz Społeczności Romskiej, jakie działania realizujecie?

JH:

Uważamy, że najważniejsza jest edukacja oraz zachowanie języka i kultury romskiej. W Polkowicach rodziny romskie bardzo często są mieszane. Zanika nasz język. Dzisiaj bardzo wielu młodych Romów nie potrafi nawet powiedzieć po cygańsku dzień dobry. Obecnie nauczamy dzieci języka romskiego, prowadzimy zespół dziecięcy „Terno Drom” („Młoda Droga”). Na uwagę zasługuje fakt, że w zespole są dzieci polskie i romskie, które starają się mówić po romsku. Dzieci wykonują romskie piosenki, więc muszą wiedzieć o czym śpiewają, w ten sposób poznają nasz język.

Jak do waszych działań podchodzą władze lokalne?

JH:

Na początku naszej pracy władze miasta nie miała do nas zaufania. Dopiero kilka lat naszych działań i ciężkiej pracy przekonało urzędników do naszej Organizacji. Mieliśmy duże problemy z biurokracją, dokumentami, rozliczeniami zadań. Przez cały czas się uczymy. Bardzo dużo pomogły nam szkolenia dotyczące prowadzenia organizacji pozarządowej zorganizowane w Poznaniu przez Fundację Przedsiębiorczości i Nauki oraz Związek Romów Polskich. Trzy miesięczne spotkania dotyczyły podstaw księgowości, obsługi komputera, rozliczania projektów. Bardzo nam to pomogło, ułatwiło pracę.

Obecnie trwa dyskusja na temat języka romskiego, tego czy powinno się go uczyć społeczeństwo więkoszościowe, co Państwo tym sądzicie?

GH:

My prowadzimy zespól integracyjny, mamy wielu przyjaciół Polaków, po prostu nie da się zachować naszego języka tylko dla siebie! Jeśli dzieci mają śpiewać piosenki romskie muszą wiedzieć o czym śpiewają, inaczej to nie ma sensu.

JH:

Podobnie z moimi przyjaciółmi, którzy przy nas zaczęli mówić po romsku, pomimo że nikt ich nie uczył. Przebywali z nami, słuchali naszych rozmów i z czasem opanowali nasz język, który tak naprawdę nie jest trudny. Nie uważam, że jest coś złego w wydawaniu rozmówek czy słowników języka romskiego.

Na co powinno się przeznaczać fundusze z programu w przyszłości?

JH:

Wydaje mi się, że priorytety się nie zmienią, najważniejsza jest edukacja, inwestowanie w młode pokolenie. Widzimy także, że wiele rodzin żyje w bardzo ciężkich warunkach, dlatego zgadzamy się z finansowaniem projektów, które poprawiają sytuację mieszkaniową rodzin romskich. No i rzecz najważniejsza – zatrudnienie, tworzenie nowych miejsc pracy, spółdzielni socjalnych, które pozwolą Romom żyć godnie, bez korzystania z pomocy społecznej.

Czego sobie Państwo życzą w przyszłości?

GH:

Biura, przede wszystkim biura. Wszystkie działania, spotkania odbywają się w naszym malutkim mieszkaniu, tutaj trzymamy wszystkie dokumenty. Ciężko jest pracować, ciężko jest żyć. Ale nie narzekamy, jesteśmy optymistami – będzie dobrze!