Wywiady

Wywiad z Jackiem Milewskim

Jacek Milewski – współzałożyciel i dyrektor jedynej w Polsce szkoły romskiej (Parafialna Szkoła Romska w Suwałkach), w latach 1993 – 2009. Autor publikacji i programów telewizyjnych o tematyce cygańskiej, świecki teolog. Jest też dziennikarzem i wieloletnim współpracownikiem oddziału Telewizji Polskiej w Białymstoku. W 2008 roku Milewski wydał zbiór poświęconych Cyganom opowiadań pt. „Dym się rozwiewa”. W październiku 2009 roku otrzymał za książkę nagrodę literacką im. Beaty Pawlak.

Jacku, jako jeden z nielicznych Polaków mówisz w języku romani, jak do tego doszło?

Jacek Milewski:
Przez 16 lat byłem dyrektorem jedynej w Polsce szkoły dla dzieci romskich w Suwałkach. Pracując z tymi osobami, chcąc lepiej ich poznać i zrozumieć należałoby również używać języka jakiego oni używają. Oczywiście jest to nauka ze słuchu ponieważ tak naprawdę nie ma i nie było żadnych przydatnych materiałów do nauki tego języka, no może za wyjątkiem książki Ficowskiego „Cyganie na polskich drogach”, w której znajduje się słowniczek oraz zarys gramatyki. Przez lata przebywając z Romami nauczyłem się.

Jak Romowie reagują na tę umiejętność?
JM:
Jak wiesz Cyganie niechętnie uczą innych swojego języka. Ja po prostu postawiłem ich przed faktem dokonanym. Moi cygańscy przyjaciele widząc, że z tego powodu nie stała się im żadna krzywda, zaakceptowali to. Natomiast wśród osób które mnie nie znają budzi to zdziwienie, a czasem nawet podejrzliwość. Nie są zachwyceni, ale z objawami wrogości się nie spotkałem.

Porozmawiajmy o szkole. Byłeś dyrektorem szkoły dla dzieci romskich w Suwałkach.
JM:
Tak byłem dyrektorek jedynej szkoły dla dzieci romskich w Suwałkach, w latach 1993 – 2009.

Opowiedz nam o tej inicjatywie. To nie była szkoła integracyjna, uczęszczały tam tylko dzieci romskie.

JM:
Tak czasami spotykaliśmy się z takim zarzutem, że może robimy dzieciom krzywdę, ponieważ nie uczęszczają do normalnych szkół. Nie zgadzam się z tym, były to nastolatki, które nigdy wcześniej do szkół nie chodziły, nie mówiły często w języku polskim. Naszym celem było wyrównanie różnic edukacyjnych tych młodych ludzi w czasie 3 lat. Po tym okresie mogłyby rozpocząć edukację w szkołach publicznych. Po zmianie reformy edukacji i powstaniu gimnazjów nasza szkoła zwiększyła ilość klas do sześciu, tak jak w „normalnej” szkole podstawowej. Części naszych wychowanków udało się kontynuować z sukcesami dalej naukę. Tak naprawdę cały czas nasza inicjatywa była wielkim eksperymentem edukacyjnym. W pewnym momencie w szkole na pełny etat pracowało 3 romskich asystentów, dlatego część zajęć była prowadzona w języku romskim. Sukcesem było zaangażowanie się rodziców w życie szkoły, powstał zespół folklorystyczny, w którym rodzice występowali razem ze swoimi dziećmi. Należy pamiętać, że szkoła była szkołą parafialną, jej organem prowadzącym była Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa w Suwałkach, której proboszczem był, niestety już nieżyjący, ksiądz  Jerzy Zawacki. Cudowny człowiek, który niezwykle przejmował się losem osób odrzuconych, również Cyganów, którzy mówili o nim „nasz ksiądz”. Niezwykła postać, przez pierwsze lata, zanim szkoła została dofinansowana w ramach programów rządowych, dla parafii szkoła była dużym obciążeniem finansowym. W pewnym momencie, kiedy wielu Romów wyjechała z Suwałk za granicę i w szkole zaczęło robić się pusto, ksiądz wymyślił, aby zmienić formułę i pracować również z młodzieżą polską Kiedy kończyłem swoją pracę z Romami w Suwałkach z 300 osób, które mieszkały w mieście dwadzieścia lat temu, pozostało może około 45.

Ilu uczniów uczęszczało do szkoły?

JM:
Można powiedzieć, że szkoła zawsze była „mikroskopijna”. W pierwszym roku działalności mieliśmy 8 uczniów. W następnych latach liczba uczniów dochodziła do 45 osób. Panowały w niej familiarne stosunki, mieliśmy możliwość indywidualnej pracy z dzieckiem.

Napisałeś książkę „Dym się rozwiewa” naprawdę myślisz, że dym się rozwiewa nad Romami?

JM:
Już się rozwiał! Społeczność cygańska w Polsce szybko się zmienia, na pewno maleje. Wbrew wynikom spisu powszechnego, wg którego jest ich więcej niż dziesięć lat temu, to złudzenie. Jest to społeczność ciągle wyjeżdżająca poza granice Polski, przede wszystkim do Wielkiej Brytanii.  Degenerują się obyczaje, polonizuje się w szybkim tempie język. Jest bardzo mało działań chroniących język, nie powstają teksty kultury, społeczność cygańska znajduje się pod ogromnym ciśnieniem grupy większościowej. Pomimo wielu działań dla Romów część z nich po prostu się asymiluje. Często nauka i praca jest możliwością ucieczki ze swojego środowiska.

Co sądzisz o naszej kampanii społecznej „Jedni z wielu”?

JM:
Uważam, że ta akcja przyniesie dużo dobrego, wpłynie na postrzeganie Romów w społeczeństwie większościowym. Kiedy widzisz Cygana nauczyciela, urzędnika, górnika, właściciela sklepu musisz wyjść poza stereotyp Cygana złodzieja, bezrobotnego, w najlepszym razie artystę pląsającego przy ognisku. Moje obserwacje oraz badania opinii społecznej pokazują, że nastawienie do Romów społeczeństwa większościowego zmienia się na plus. Zwiększa się wiedza na temat Romów, powstaje coraz więcej książek, filmów, audycji na temat tej społeczności. Tak naprawdę Polska jest krajem, w którym warunki dla rozwoju tej społeczności są naprawdę bardzo dobre i jest to ewenementem na tle innych krajów Europy Centralnej i Wschodniej.