Wywiady

Wywiad z Antonim Pawlickim

Antoni-Pawlicki
Antoni Pawlicki, aktor filmowy, teatralny i telewizyjny, pochodzi z rodziny z filmowymi tradycjami. Największą popularność przyniosła mu rola w serialu wojennym „Czas honoru”, zagrał też m.in. u Andrzeja Wajdy w filmie „Katyń”, czy „Jutro idziemy do kina” Michała Kwiecińskiego. Jako aktor nie chce być jednak szufladkowany, dlatego przyjmuje różne role. Ostatnio zagrał Jerzego Ficowskiego w filmie „Papusza” Joanny
i Krzysztofa Krauzów.

Papusza, a właściwie Bronisława Wajs, była romską poetką urodzoną na początku XX wieku. Jerzy Ficowski jej przyjacielem, odkrywcą i popularyzatorem jej twórczości. To było zetknięcie dwóch różnych światów, ponieważ wtedy Cyganie, dziś nazywani Romami, żyli w tradycyjny sposób, w taborach, wędrując; ich język i kultura nie były znane Polakom w takim stopniu, jak ma to miejsce dzisiaj. Czy Twoje spotkanie ze społecznością romską miało coś ze spotkania Ficowskiego z taborem?

Antoni Pawlicki:
Przed filmem nie miałem właściwie żadnych kontaktów z Romami. Wychowywałem się w takim miejscu w Warszawie, gdzie nie mieszkali Romowie. Słyszałem o tym, kim była Papusza i czym się zajmowała, widziałem, że ktoś taki istnieję, że są Cyganie , jeździli wozami, w taborach. Ale ta moja wiedza nie przekładała się na to jaki mam do nich stosunek, ani pozytywny, ani negatywny. Nie miałem właściwie potrzeby zgłębiania tego tematu, dowiadywania się kim oni są, właśnie z powodu tego braku kontaktu. Dla mnie była to taka „biała kartka”. A kiedy dostałem propozycję zagrania w Papuszy i nagle zacząłem się nad tym zastanawiać, zacząłem czytać Ficowskiego, to otworzyła mi się jakaś taka wielka klapka: „jak to możliwe, że pominąłem takie zjawisko do tej pory”. Zawsze lubiłem podróżować, w tych wyjazdach podoba mi się to, że poznaję innych ludzi, ich światopoglądy, ale i siebie samego. I nagle odkryłem, że tak inni ludzie, o innych światopoglądach, o odmiennej kulturze, sposobie życia, chęciach, ambicjach, kręgosłupie moralnym… po prostu inni żyją obok nas. I dopiero teraz miałem szansę, powód i okazję, żeby się nimi zająć, zainteresować i jakoś bliżej przyjrzeć.

Jak to poznawanie wyglądało?
A.P.
Poza czterema aktorami polskimi film „Papusza” w całości był zagrany przez Romów. Oczywistym więc było, że musimy się z nimi poznać. Z jednej strony z powodu przygotowania do filmu, a z drugiej dlatego, że przez 2-3 miesiące mieliśmy z tymi ludźmi przebywać razem na planie, wspólnie coś tworzyć i spędzać czas.
Najpierw odbywały się castingi, gdzie wybierano rodziny, które będą grały w filmie. Decyzja o tym, że to będą Romowie z Mazur wzięła się stąd, że tam miał być kręcony film, więc był to tylko techniczny, logistyczny aspekt. Pojechaliśmy do nich w odwiedziny, zorganizowaliśmy wspólną imprezę. Potem Romowie zaprosili nas do domów, gdzie przez pewien czas mieszkaliśmy razem z nimi. I tak zawieraliśmy te przyjaźnie, które trwają do tej pory i to wydaje mi się największą wartością, jaką wyniosłem z tego filmu.

Jak wspominasz współpracę z tak dużą grupą naturszczyków na planie? Czy Romowie wcześniej przeszli jakieś przygotowanie aktorskie?
A.P.
Długo można na ten temat mówić… oni nie musieli przechodzić przygotowania aktorskiego, oni byli lepsi od nas (śmiech). Po pierwsze dla nich to wydarzenie było wielką radością – to że mogli się spotkać, całe rodziny razem na planie filmowym: im się to podobało i wywoływało jakąś ciepłą energię, do której ciągnęło całą ekipę.
Na planie działy się rzeczy naprawdę niezwykłe… jakiś fenomen, którego naukowo nie da się opisać. Polegał on na tym że Romowie rano byli zabierani ze swoich domów, gdzie były elektryczne kuchnie, DVD, tipsy, telewizory, komórki, wszystkie atrybuty i zdobycze nowoczesnego świata, przyjeżdżali na plan, gdzie przebierali się w „łachmany” i po krótkich narzekaniach zaczynali dobrze się w nich czuć. Wchodzili na plan, który poprzez scenografię był taborem na Podlasiu lub w drodze i bardzo naturalnie się zachowywali. Zupełnie naturalnie przechodzili z tej rzeczywistości XXI wieku w przestrzeń taboru i fenomenalnie się w nią „wklejali”. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mężczyźni, jak się okazało, bali się koni, ale co starsze kobiety zabierały się za ich łapanie, mężczyźni rozpalali ogniska, stroili instrumenty, podśpiewywali, baby łapały kury, natychmiast je skubały, zaraz mężczyźni wrzucali do gara te kury… i działo się to, ot tak! Nie było reżysera, który by im mówił: „proszę Pani, proszę się nie śmiać, zając się czymś tam…albo proszę wziąć to tak i podać mężowi”. Po prostu wszystko działo się samo, naturalnie . I to było piękne. To robiło na nas wrażenie, pokazywało jak oni grają, jakimi są aktorami. Naturalnymi.

A kiedy przychodziło do scen, które Romowie mają zagrać? Nauczyć się kwestii ze scenariusza, coś odegrać? Jak się w tym odnajdywali?
A.P.
Po pierwsze cały scenariusz był weryfikowany, czy takie sceny są prawdopodobne, czy mogłyby się wydarzyć, czy są dobrze rozpisane po romsku itd. W efekcie scenariusz był bardzo dobrze przygotowany, skonsultowany i zweryfikowany. Sceny z udziałem Romów były po prostu prawdopodobne i nie było sytuacji, że oni nie rozumieli, co mają grać. A kiedy przychodziło do konkretnych scen, to zdarzało się, że czytano im kwestie, bo oni sami nie umieli czytać, ale w momencie, kiedy dochodziło do grania, robili to – po prostu – fenomenalnie. Byli tak naturalni i tak się wczuwali w sytuację, że nikt już nie musiał im pomagać. Oni zwyczajnie wiedzieli, co robić.

Po udziale w filmie „Papusza” zostałeś zaproszony do objęcia funkcji Ambasadora kampanii społecznej „Jedni z wielu”, której celem jest zmiana nastawienia Polaków do Romów. Dlaczego podjąłeś to wyzwanie?
A.P.
Ta kampania pokazuje Romów, Cyganów, którzy są niestereotypowi. A tak naprawdę nie chodzi o to, że oni są niestereotypowi, ale oto żebyśmy dostrzegli, że wszyscy ludzie mogą być po prostu różni…. że wszędzie na świecie są ludzie, którzy się uczą i tacy ludzie którzy się nie uczą, którzy pracują i nie pracują, są mądrzy i są głupi. Dla mnie to jest oczywiste, no i warto, żeby dla innych to też takie się stało. Warto walczyć ze stereotypami na temat Romów, ponieważ ulegając im stajemy się ubożsi o poznanie ich kultury i Romów jako ludzi.